Wystawa zbiorowa Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie/
https://muzeumliteratury.pl/byc-mysza-wernisaz-i-weekend-otwarcia/
Być Myszą
18.09.2025 - 31.11.2025
Kuratorzy: Janek Owczarek, Piotr Policht
Tekst kuratorski:
Z jakim zwierzęciem utożsamiać się może poeta? Tradycja oferuje przede wszystkim skojarzenia ornitologiczne – od obrazu wieszcza jak orzeł wznoszącego się ponad przyziemnym światem po baudelaire’owskiego albatrosa, niechby nawet ze złamanym skrzydłem, ale wciąż dostojnego. „Ja natomiast jestem zaskrońcem, zawsze w wierszach utożsamiam się z robakiem, myszą, taki zresztą mój los i zgodność jego z moją wewnętrzną osobowością”[1], wyznaje z kolei Aleksander Wat na kartach Dziennika bez samogłosek. Utożsamienie własnej kondycji z mysią egzystencją powraca, gdy Wat relacjonuje Czesławowi Miłoszowi ucieczkę do Lwowa w październiku 1939 roku. Przeszyty lękiem przed sowieckim więzieniem i łagrem – zasadnym, jak okaże się niedługo później – poszukując żony i syna, z którymi został rozdzielony w drodze, nie może się ukrywać, choć najbardziej pragnie „schować się w norkę mysią”[2].
Fraza „zaszyć się w mysią dziurkę” staje się osią wiersza *** (Być myszą). To właśnie utwór spisany w kwietniu roku 1956, wydany rok później w pierwszej książce poetyckiej Wata opublikowanej po długich latach milczenia od czasu futurystycznego debiutu w roku 1919, jest punktem wyjścia i sercem wystawy pod tym samym tytułem. Wśród wierszy napisanych w Menton-Garavan, składających się na cykl W okolicach cierpienia, tylko w tym jednym Wat przemyca opis fragmentu arkadyjskiej scenerii na francusko-włoskim pograniczu – bujnych glicynii porastających dom z tarasami i palm rosnących w malowniczym ogrodzie – widzianej oczyma myszy polnej. W tym przypadku nad Watem nie wisi już groźba łagru lub rozstrzelania, a uporczywy, nieznośny ból, który towarzyszył mu nieustannie w wyniku zespołu Wallenberga od roku 1953.
Choroba stała się najważniejszym tropem interpretacyjnym w twórczości Wata[3]. Wystawa Być myszą proponuje jednak inne spojrzenie na jeden konkretny utwór poety, nie wbrew kontekstowi biograficznemu, a obok niego. Jej kształt to efekt wnikliwej lektury filtrowanej przez własne doświadczenia dwóch artystek młodego pokolenia: Genevieve Goffman i Martyny Kielesińskiej. W przygotowanych specjalnie na wystawę, inspirowanych wierszem pracach twórczynie wydobywają bogactwo znaczeń tego krótkiego utworu, swego czasu zaliczonego przez Piotra Sommera do grona trzech najważniejszych polskich wierszy XX wieku – obok dwóch innych tekstów Wata zresztą[4].
Wewnętrzne napięcie między wizją powrotu do utraconego raju a obrazem ostatecznego poniżenia, niby z Przemiany Kafki, ta charakterystyczna dla Wata „zgodna niezgodność” rozwijanych równolegle motywów oraz połączenie wzniosłości z trywialnością[5], wybrzmiewa w instalacjach, obiektach, rysunkach i wideo zgromadzonych na ekspozycji. Dla Martyny Kielesińskiej podstawowym kontekstem różnorodnych formalnie prac – od witrażu po kreskówkowe found footage – jest perspektywa matki i związane z nią egzystencjalne niepokoje. Dziecko jest przy tym zarówno bezbronną istotą, której pragniemy zapewnić bezpieczne schronienie podobne mysiej norce, jak i kimś skłonnym do beztroskiego okrucieństwa podszytego ciekawością – jak w watowskim obrazie Boreasza zgniatającego „blaszką swego szponu” mysie serce, jak chłopiec dokonujący wiwisekcji rozpłatanej żaby, niepomny na zwierzęcą agonię[6].
W instalacji Genevieve Goffman mysi korowód bazuje na antropomorfizującej stylistyce ilustracji Beatrix Potter z początku XX wieku, w niepokojąco zmultiplikowanej i zglitchowanej formie wydruków 3D. Ten rytualny, zuniformizowany, nieomal wojskowy mysi szyk w wydaniu amerykańskiej artystki rymuje się przewrotnie z watowską krytyką amerykańskiego społeczeństwa, wypierającego z pola widzenia ciała stare i nieprzystające do hegemonicznej normy kulturowej. „Sprawność jest tu zakonem — ja tu najmniej sprawny z niesprawnych, co ja tu, czego się mogę spodziewać, ja — nieledwie ślimak, prawie mysz ogrodowa”[7], pisał poeta. W czasie, gdy ten zakon sprawności przeobraża się już wprost w faszyzujący kult siły, a współczucie dla wszelkich braci najmniejszych wyparte zostaje przez dumny neodarwinizm, obserwacje Wata reinterpretowane przez Goffman wybrzmiewają tym dobitniej.
Wystawę uzupełniają dwa symbolistyczne rysunki Wojciecha Weissa oraz osobiste przedmioty należące do Aleksandra Wata, aluzyjnie odnoszące się do głównych motywów zawartych w wierszu, jak również oddające fragmentaryczny i eklektyczny charakter jego późnego stylu. Wspólnie z pracami Goffman i Kielesińskiej pozwalają dostrzec w poetyckich „stenogramach cierpienia” Wata beztroskę połączoną z bólem, melancholię z groteską, osobiste udręczenie ze wzniosłością świata.
[1] A. Wat, Dziennik bez samogłosek, oprac. K. Rutkowski, Warszawa 1990, s. 105.
[2] Tenże, Mój wiek. Pamiętnik mówiony, rozmowy przeprowadził i przedmową opatrzył Cz. Miłosz, do druku przygotowała L. Ciołkoszowa, Warszawa 1990, t. 1, s. 254–255.
[3] O. Osińska, Ten sam głos. O Dzienniku bez samogłosek Aleksandra Wata, „Archiwum Emigracji. Studia – Szkice – Dokumenty”, 2018–2019, z. 1–2, s. 211–212.
[4] P. Sommer, „Kwartalnik Artystyczny” pyta o „trzy najważniejsze wiersze polskiej poezji XX wieku”, w: Tegoż, Po stykach, Gdańsk 2005, s. 15–19.
[5] Por. T. Venclova, Aleksander Wat. Obrazoburca, Kraków 1997, s. 318–319.
[6] P. Próchniak, Wat: bławe światło, w: Tegoż, Modernizm: ciemny nurt. Studia z dziejów poezji, Kraków 2011,s. 174–175.
[7] A. Wat, Dziennik bez samogłosek, dz. cyt., s. 125.